środa, 10 sierpnia 2011

07.

-Zaczekaj!- krzyknęłam na Jasa- Nie mogę iść tam w takim stroju!
-Wyglądasz wspaniale- powiedział z uśmiechem
-Tak i mam iść do twoich rodziców ? -zapytałam
-Dokładniej to do mojej mamy i siostry-spuścił głowę- może usiądziemy- powiedział i wskazał ręką malutką ławkę obok drzwi do mojego pokoju.
-Dobrze.- usiadłam mu na kolanach, ponieważ na ławce było za mało miejsca - Co się właściwie wczoraj wydarzyło?
-Nic nie pamiętasz.?
-Film urwał mi się po naszym pocałunku.- odpowiedziałam
-Więc, potem poszliśmy na spacer zaprowadziłem cię do pokoju, położyłem na łóżku. Przyznaję, chwilkę leżałem obok Ciebie, ale myślałem, że jesteś świadoma tego co się dzieje. Za ok. 10 minut zasnęłaś, przykryłem cię kocem i wyszedłem.
-Dlaczego zemdlałam. 
-Myślę, że intensywny zapach kwiatów trochę zamieszał ci w głowie.
-Mhmm. A co to było za drzewo.?
-Drzewo życia.
-Drzewo czego?- zapytałam
-Drzewo życia. Jest to dla mnie wyjątkowe miejsce.
-Mhmm. 
-No to idziemy?
-A daleko to? Bo bolą mnie nogi.- skłamałam.
-Bardzoo daleko- powiedział i pocałował mnie w czoło. Szliśmy bardzo wolny przez aleję `mieszkaniową`, była to droga po której obydwóch stronach rosły ogromne drzewa. Na drzewach były domki świecące chyba wszystkimi możliwymi kolorami. Mój świecił zielono-szarym światłem, na jego gałęziach były porozwieszane choinkowe światełka. To był taki magiczny widok. Kiedyś był to mój dom, a teraz czuję się jakbym była tu po raz pierwszy. Obok mnie domki miały Katia i Emanuela.
-Czyj to domek.?- zapytałam Jasa gdy mijaliśmy największy z domków, który bił tak jasnym, białym światłem, że trzeba było przymrużyć oczy.
-Tu mieszka Rick.- no pewnie mogłam się domyślić..
-Dlaczego on ma taki duży domek.? Albo raczej dom.
-Rick jest nauczycielem wszystkich preparatorek. - świetni, czyli jak przyjadę tutaj na ferie to spędzę z nim dwa tygodnie.. Dalej szliśmy już w milczeniu. Mijaliśmy różnokolorowe domki, gdy skończyła się aleja, weszliśmy na ogromny rynek, na około było pełno sklepów, a w sklepach mnóstwo kolorowych rzeczy. Podeszłam do jednej z wystaw, zobaczyłam kolorową spinkę do włosów, była wspaniała, nie mogła się powstrzymać musiałam ją przymierzyć. Obok stał Jas i gapił się nie mnie.
-Co.?- zapytałam
-Nic, po prostu ślicznie wyglądasz. Bierzesz ją.?
-Nie mam pieniędzy- powiedziałam ze smutkiem. Jas się roześmiał- Co cię tak śmieszy.?!
-U nas nie ma czegoś takiego jak `pieniądze`. Ten kto ją zrobił, nie zrobił jej dla zapłaty. Jeśli ją chcesz to ją weź, i powiedz autorowi tej pięknej spinki, że bardzo ci się podoba.- wzięłam ją podeszłam do pana który siedział na końcu sklepu.
-Bardzo mi się podoba, czy mogłabym ja zabrać.?
-Oczywiście, bardzo ładnie w niej wyglądasz.- odpowiedział z uśmiechem. Wzięłam ją. 
-Daleko jeszcze.?- zapytałam Jasa, gdy weszliśmy już na `drogę`, nie wiem czy to można w ten sposób nazwać, bo u nas droga jest pokryta asfaltem. A tutaj to po prostu wydeptana dróżka w trawie.
-Już jesteśmy- powiedział wskazując ręką mały kolorowy domek.-Stresujesz się.?-zachichotałam 
-Nie.? No może trochę.
-To dobrze.- powiedział z u śmichem.
-Czemu.?- zapytałam.
-Bo to znaczy, że ci na mnie zależy.- spojrzał na mnie na chwilkę. Pociągnęłam go za rękę, stanął bliżej mnie.
-Pewnie, że zależy- popatrzył mi w oczy, poczułam jak miękną mi kolana. Zbliżył swoją twarz do mojej.
-Tylko szkoda, że nie tak bardzo jak mi na tobie.- usłyszałam cień smutku w jego słowach. Zbliżył się jeszcze bardziej, znów na mnie spojrzał jakby chciał się przekonać czy na prawdę tego chcę. Pewnie, że chciałam mimo tego, że wiedziałam jakie to nie w porządku wobec Xsaviera. Pocałowałam go. Ja, jego. Nie on mnie..
_____________________________
Nie wiem czemu dodałam następny, bo przecież mam tylko 3 komentarze, czy może nawet 2... 
trochę mi smutno z tego powodu, no ale cóż .. ; d


http://demotywatory.pl/3352329/Nie-lubisz-mnie

wtorek, 9 sierpnia 2011

06.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Spałam do około 10, oczywiście w Avalonie, nie pamiętam jak się tu dostałam, ale chyba przyprowadził mnie tu David, albo nie, nie wiem, nie pamiętam. Pamiętam też mój pocałunek z Jasem.. na samą myśl o Nim uśmiecham się.  Szybko otwarłam drzwi, po drugiej stronie stał Rick, kojarzyłam go ze zdjęć Sel, bo ona i Monic kumplowały się, już długo, a Monic i Rick byli razem już chyba ponad 2 lata.
-Cześć Lucy, jestem Rick bardzo się cieszę, że do nas wróciłaś. Mam nadzieję, że ten weekend przekona cię do tego, żebyś przyjechała do nas na ferie.-powiedział z zaskakująco przyjaznym uśmiechem.
-Cześć. Po co miałabym tu przyjechać, aż na dwa tygodnie?
-Jak to..? To Jamison ci jeszcze nic nie mówił.? 
-A co miałby mi przekazać- teraz już nic nie rozumiem, myślałam, że przyjechałam tu na wypoczynek, przynajmniej tak powiedział mi Jas..
-Dobrze, więc ja ci powiem. `Wróżkowe życie` nie jest tak kolorowe jak ci się wydaje, mamy też wrogów, którzy od lat próbują dostać, się do Avalonu. Zastanawiałaś się kiedyś może czemu wartownicy tak cię pilnują?
-Masę razy- przyznałam. 
-No to właśnie dlatego, że ty jesteś jedyną wróżką, która żyje wśród ludzi odkąd skończyła 7 lat, dlatego też co powinienem wymienić jako pierwsze, brama jest na twojej działce.
-Dobrze, czyli wasi wrogowie na mnie polują?
-Mogła byś mi nie przerywać? Dziękuję. Tak polują na Ciebie, dlatego powinnaś spędzać każdą wolną chwilę na naukę obrony przed nimi. Nasi wrogowie to trolle olbrzymi obrzydliwe trolle, powinnaś spędzić tutaj ferie. Nie mówię od razu, że całe ferie, ale przynajmniej na jeden tydzień. Tylko ostrzegam cię, że im krócej tutaj będziesz tym więcej materiału będziesz musiała codziennie poznawać.-zapadła dość długa cisza.-Skończyłem- oznajmił Rick.
-Mogłabym tutaj przyjechać na 2 tygodnie, nie ma sprawy, ale co mam powiedzieć rodzicom?
-Powiesz, że jedziesz na snowboard z Jamisonem do jego rodziny w górach.
-Wow. Widzę, że macie już wszystko przygotowane, zgoda.- ciekawe jak ja się mam bronic przed `olbrzymimi trollami` chyba, że opanuję czarną magię. Rick wyszedł, chwilę później zadzwonił telefon.
-Halo?
-Cześć.- to był Jas.
-Cześć.-odpowiedziałam.
-Chciałbym cię zabrać na spacer, co ty na to.?
-Zgoda, gdzie i o której? 
-Przyjdę po Ciebie, ile czasu potrzebujesz.?
-15 minut . 
-Dobrze. Do zobaczenia skarbie-.. SKRABIE?! czy on ten pocałunek potraktował jako znak, że chce być z nim.? Mimo tego, że mnie do niego bardzo ciągnie, kocham Xsawiera.
-Paa. - rozłączył się. Poszłam się umyć, postanowiłam założyć sukienkę. Chciałam się trochę rozejrzeć po `moim` pokoju. Podobno urządziłam go jak byłam mała, ale teraz bym go ani trochę nie zmieniła. Ściany były zielone, jedna była cała przeszklona, obok niej stało ogromne łóżko z baldachimem, oprócz niego pokój był skromnie umeblowany. Biurko, toaletka i szafa, w której wisiała sukienka z tego materiału, który był chyba jedynym w Avalonie, była biała przepasana w talii czarnym pasem, na który ktoś przypiął broszkę z czarną kokardką, może ja.. Rozległo się pukanie do drzwi po chwili wszedł Jas.
-Buu.- powiedział z uśmiechem
-Hej- odpowiedziałam mu, przytulił mnie i dał buziaka w policzek.
-Gotowa.?
-Na spacer, zawsze- odparłam z szerokim uśmiechem.
-To dobrze bo chcę, żebyś poznała moją rodzinkę- oznajmił wziął mnie za rękę tak jakby było jasne, że się zgodzę.
_____________________________________
Chyba moi `czytacze` mnie opuścili.... trudno; )

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Info. ; d

Siemanoo.! ; p


Tak, więc wróciłam. Nie będę opisywała jak bardzo było zajebiście, bo nie o tym blog xd. 
Mam masę nowych pomysłów na posty, jutro powinien się pojawić nowy, jeżeli zdążę, bo mam trochę spraw do załatwieniaa. No to by było na tyle. Naraziee.! ;*

niedziela, 24 lipca 2011

05.

Siedziałam na schodach  i wpatrywałam się w linię drzew, wiedziałam, że on teraz na mnie patrzy chociaż go nie widzę on widzi mnie. Weekend w Avalonie z Jasperem. Wśród tych pięknie pachnących kwiatów i kolorów, które aż raziły w oczy, cieszyłam się, bardzo, ale czy zdołam nad sobą zapanować. Nie wiem dlaczego zawsze kiedy on jest blisko mnie mam ochotę go pocałować.. Postanowiłam ubrać sobie krótkie spodenki, ponieważ `po drugiej stronie  bramy` jest ciepło. Do torby zapakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Dotknęłam pierścionka, który dał mi Xsaw 2 tyg przed gwiazdką kiedy już oficjalnie byliśmy razem. Wstałam i ruszyłam w stronę bramy kiedy tylko zniknęłam z pola widzenia moich ciekawskich sąsiadów Jas spadł z drzewa i mnie przytulił, przycisnęłam go do siebie i dopiero po paru sekundach zrozumiałam, że chyba za mocno..
-Widzę, że tęskniłaś
-Nie, tylko po prostu strasznie się stresuję tym całym `Weekendem w Avalonie` tylko tyle- skłamałam na szybko. Tęskniłam?.. Nie, ale tylko dlatego, że teraz już wiem, że On jest cały czas obok mnie..
-Mam nadzieję, że wzięłaś jakiś zeszyt.?
-Tak, jakiś tam mam- powiedziałam i uśmiechnęłam się najcieplej jak mogłam. Jasper wziął mnie za rękę i pocałował w kostki jak gentleman. Tym razem już wiedziałam gdzie iść, szłam pewnie nie zwracając uwagi na wartowników, którzy byli dookoła nas. Nie dowiedziałam się jeszcze po co oni tu są, bo zawsze gdy pytałam Monic o coś związanego z kimś innym niż Jasper, odpowiadała, `Jamison wyjaśni ci to gdy będzie pora`. Tak więc myślę, że "ta pora" jest dzisiaj, trochę się boję, bo w liście pisało, że Monic kazała mu coś dla mnie przygotować. Zatrzymałam się obok drzewa, w którym jest brama wartownicy, którzy do tej pory otaczali drzewo teraz stanęli w półkolu  Jas dołączył do nich. Próbowałam tym razem nie zamykać oczu, bo ostatnio zamknęłam i przegapiłam moment w którym pojawia się brama, ale światło było tak intensywne, że musiałam mrugnąć gdy otworzyłam oczy brama już była na sowim miejscu. W bramie pojawiła się znana mi już postać.. David, szczerze miałam nadzieje, że bramę otworzy mi Monic. Wszyscy wartownicy skłonili się do połowy,a ja tak jak poinformował mnie przed chwilą Jas skłoniłam głowę. Przez bramę wpadło dużo ciepła i tego pięknego zapachu jakby  wszystkich kwiatów na raz. David wyciągnął do mnie rękę, po chwili wahania chwyciłam go, odwróciłam się jeszcze do Jaspera i kiwnęłam mu ręką, że ma iść zemną, ale on pokręcił przecząco głową.
-Bez Jamisona nigdzie nie idę- zaprotestowałam, odwróciłam się i wzięłam Jasa za rękę. Nie to, że z nim jakoś lepiej, po prostu na razie nie ufam tu nikomu, tylko jemu i Monic. Wiem, że oni mi nic złego nie zrobią, ale i tak wolę wszędzie po Avalonie chodzić z Jasperem. David popatrzył na mnie i na niego z wyższością, nienawidzę go za to, że tak wykorzystuje to, że jest wróżką zimową. Moim zdaniem to, że zakwitł w zimie i jest wróżką zimową i że jest ich tylko trójka, to wcale nie daje mu powodu do takiego traktowania. 
-Czyżby nasza sławna Lucy bała się mnie jeszcze.- jak on tak w ogóle może powiedzieć.?! nic nie odpowiedziałam tylko rzuciłam mu zabijające spojrzenie, niestety dalej żył...-Dobra dzieciaki idziemy Jasper coś dla Ciebie przygotował, to ja was tylko przez bramę przeprowadzę i zostawię was samych.-ucieszyłam, się bardzo.! Oficjalnie stwierdzam, że nienawidzę Davida. Przeszliśmy przez bramę, musiałam parę razy zamrugać, bo te światło mnie na moment oślepiło. Znowu tez cudowny widok, ogromne łąki z najróżniejszymi kwiatami kolorowe domki wróżek letnich a na horyzoncie potężny, ale już rozwalający się pałac wróżek zimowych. Na górce nieco bliżej było ogromne drzewo, a obok niego wysoki kamienisty budynek z mnóstwem okien, czyli Akademia Avalońska. 
-Co to za drzewo.? -zapytałam Jasa. 
-Wszystko ci opowiem jak dojdziemy do niego, bo właśnie tam mamy przygotowany em.. piknik.- uśmiechnął się a ja dałam mu buziaka w policzek, nie wiem co on ma takiego w sobie, że rozmawialiśmy ze sobą zaledwie 3 dni a ja myślałam, że znamy się od urodzenia. Właściwie to znamy się od urodzenia tylko ja tego nie pamiętam, a dla niego to były `najlepsze chwile w życiu`.
-Za co to.? - i znów ten uśmiech...
-Za to, że się postarałeś.
-A skąd wiesz, jeszcze tego nie widziałaś, może to bd tylko jakieś stary podarty koc i tyle.?
-Nie, na pewno nie. Ty taki nie jesteś.- powiedziałam i na tym nasza rozmowa się skończyła. Na początku bałam się, co powiem rodzicom, ale okazało się, że rodzice mają 25 rocznice ślubu i jadą na `romantyczny weekend` zostawili mi trochę pieniędzy i jedzenie i pojechali. Jasper uparł rękę na moim ramieniu i mówił mi gdzie mam iść, bo on oczywiście musi iść za mną a nie przede mną. Mijaliśmy kolorowe domki, myślałam, że tu będą tłumy wróżek a po drodze spotkaliśmy może dwie, albo trzy, które miały luźne sukienki z tego materiału co wszyscy. Drzewo pod którym Jas zorganizował ten `piknik` było na prawdę ogromne.! Pod jego koroną był rozłożony niebieski koc, i trzy poduszki, był tam też wiklinowy koszyk, w który jak myślę znajdują się owoce. Wszystko tworzyło taką piękną atmosferę, było... romantycznie. Nie wiedziałam czy to dobrze, czy źle, ale podobało mi się tu. Zauważyłam, że drzewo nie ma zielonych liści, tylko niebieskie i żółte, za drzewem rozciągały się łąki, ogromne łąki, z drugiej strony kolorowe dachy.
-Pięknie tu.- powiedziałam z zachwytem.
-Wiem, to moje ulubione miejsce w całym Avalonie. Siadaj- powiedział i pokazał ręką miejsce obok niego usiadam a on objął mnie, patrzył na mnie niebieskimi oczami, miały kolor morza, czystego, i pięknego morza, zbliżył do mnie głowę, a ja się nie odsunęłam.
-Nawet nie wiesz ile czekałem na tą chwilę.- powiedział uśmiechnął się, i pocałował mnie. To było zupełnie coś innego niż z Xsawierem, Jas  robił to dużo namiętniej niż on. Kiedy uznał, że jak na razie tyle mu wystarczy odsunął się ode mnie i przytulił...
_________________________________
Info: zawieszam na około 2 tygodnie powód: wakacje w Grecjii.! 
no to na razie.

czwartek, 21 lipca 2011

04.

-Cześć skarbie- powiedział do mnie Xsaw przed moim domem następnego dnia. Nie pytałam jeszcze Jaspera  czy mogę mu powiedzieć, ale nawet jeśli mi nie pozwoli to i tak mu powiem, w końcu jesteśmy parą. Rano miałam świetny humor nie wiem czemu, no może dlatego, że pierwszy płatek opadł i za niedługo nie będę miała z nimi problemu, albo może dlatego, że na rano na poduszce obok mnie leżał bukiet polnych kwiatów. Obok była kartka `Jak się spało piękna, musimy się dziś spotkać, powiem ci też o złych stronach bycia wróżką. A i jak byś jeszcze nie wiedziała  to weekend spędzamy w Avalonie... `. Fajnie, że mogę z nim porozmawiać o wszystkim. Wczoraj rozmawialiśmy ponad 3 godziny poczułam się tak jakbyśmy się przyjaźnili dużo wcześniej. Tak więc dzisiaj założyłam już normalną bluzkę, bo już umiem obwiązać tak płatki, że prawie ich nie widać. Z jednej strony cieszę się, że już opadają, ale z drugiej to szkoda bo są na prawdę piękne, w środku granatowe a na końcach białe i pachną cudownie!
-Cześć, czemu po mnie wczoraj nie przyjechałeś, nawet nie zadzwoniłeś.!- nic mi nie odpowiedział. Patrzył tylko na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, uśmiechnął się przepraszająco, nienawidzę tego spojrzenia zawsze na mnie działa, zrobił krok w moją stronę, jedną rękę położył na mojej talii, drugą bawił się moimi włosami. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.
-Każdy ma swoje tajemnice- powiedział z dziwnym uśmiechem, a może Jasper sam mu powiedział, nie nie możliwe, oni się nie lubili, chodzili do jednej klasy, mimo tego że Jas był rok starszy mieli razem 4 lekcje w tygodniu i na każdej z nich rywalizowali, nie rozumiałam tego...- Ty też mi nie powiedziałaś, że na zakupy jedzie z wami też Jasper- ohh, oczywiście musiał rozmawiać z Sel. w końcu oni też się przyjaźnili od 2 klasy.
-Dobra nie ważne, jedziemy bo się spóźnimy.
-Nie powiedziałaś mi też, że wczoraj to on podwiózł cię do szkoły.
-Nie było cię, gdyby nie Jasper spóźniłabym się do szkoły.
-Dobrze, dobrze. Wsiadaj- otworzył mi drzwi,a ja szybko zajęłam miejsce. Droga minęła szybko i bez rozmów, nie za często rozmawialiśmy w samochodzie. Najlepiej nam się rozmawiało u mnie w pokoju, leżeliśmy wtedy obok siebie i potrafiliśmy rozmawiać godzinami.- No to jak co robimy dzisiaj.?-nie wiedziałam co mu powiedzieć ... Jeszcze nie wiem co mogę mu powiedzieć a co nie.
-Zajęta jestem, przepraszam.
-Weekend.? 
-Nie mogę.. - uśmiechnęłam się tylko przepraszająco wzięłam go za rękę i poszłam przed siebie. Fakt mieliśmy tylko jedną lekcję razem, ale przynajmniej nasz szafki były obok siebie. Otworzyłam swoją, a w środku kolejny polny bukiet z karteczką. `To jak gotowa na Avalon.? Mnie dzisiaj w szkole nie będzie, Monic poprosiła żeby coś dla Ciebie przygotował. Xsawierowi lepiej na razie nie mów, uzgodnimy to z Davidem. Trzymaj się piękna. Przyjdź za dom jak będziesz gotowa, będę czekał. Jas. `. szybko schowałam ją do kieszeni wzięłam potrzebne książki i odwróciłam się do Xsawiera. 
-No to jak kochanie idziemy na naszą jedyną wspólną lekcję.?-skinął głową więc poszłam przodem, nagle złapał mnie za rękę i wciągnął w jakąś szczelinę między szafkami. Patrzył na mnie znowu tym swoim hipnotyzującym wzrokiem, przyciągnął mnie bliżej, przyległam do niego całym ciałem, żałując, że nie możemy być jeszcze bliżej.
-Kocham Cię.- powiedział i pocałował mnie, zawsze był wobec mnie delikatny. Uwielbiam smak jego ust.
-Wiem.- odpowiedziałam i wcisnęłam na jego usta jeszcze jeden szybki pocałunek.
______________________
Tak więc to tyle ..
Mam nadzieje, że się wam podoba. ;d 
tylko najbardziej mnie denerwuję to że mam ponad 100 wejśc a tylko po 3 komentarze.! ej no ludzie.! ; p 

wtorek, 19 lipca 2011

03.

Rano wstałam, mając nadzieję, że wczorajszy dzień był tylko snem, niestety ten cały "kwiat" dalej był na moich plecach. Wyglądał pięknie, ale był strasznie kłopotliwy. Próbowałam go owinąć tym materiałem od Jaspera, ale coś mi to nie wychodziło..więc wzięłam chustkę, którą kupiła mi Sel. na urodziny 2 miesiące temu. Postanowiłam założyć coś luźnego, niestety tylko to znalazłam. Byłam już gotowa, a Xsawiera nie było, postanowiłam iść powoli w stronę szkoły, niestety pech chciał, że akurat mijał mnie Jasper.
-Cześć piękna, jak tam kwiat.?- zapytał zatrzymując się obok mnie.
-Dobrze. - odparłam z grymasem.
-Podrzucić cię, za 4 minuty jest dzwonek, czyżby książę zapomniał przyjechać po swoją księżniczkę białym BMW.
-Na to wygląda, że chyba tak- ciekawe czemu nie przyjechał.. może coś się stało, nie wierzę że zapomniał, wozi mnie przecież odkąd jesteśmy razem..
-Czy zatem czarny charakter, może podwieść piękną księżniczkę prosto pod sale tortur.?- powiedział i zaśmiał się, ja tylko się uśmiechnęłam
-W sumie czemu nie.?- weszłam do auta, za chwilę już byłam pod szkołą- No to jak dzisiaj Avalon po szkole.?- oo.. zupełnie zapomniałam, Xsaw chciał mnie dzisiaj gdzieś zabrać..
-A jeżeli nie mogę to co.?
-To musisz porzucić swojego księcia i zaufać mi, za twoim domem w lesie o 18 okee.?- zabrzmiało to trochę dziwnie, uniosłam jedną brew i popatrzyłam ze zdziwniem.- Nie patrz tak, noo.! Za twoim domem jest brama prowadząca do Avalonu.!
-No nie wiem.
-Chcesz się czegoś dowiedzieć czy nie, Jaśmina i David chcieliby z Tobą porozmawiać, wyjaśnić to wszystko.
-Dobrze, zgoda będę.
                                                           *** 
Ledwo przekroczyłam rząd pierwszych drzew, Jasper znalazł się u mojego boku.
-Witaj.- powiedział i zgiął się w pół, następnie wskazał kierunek, w którym mam się udać.-Idź cały czas prosto.
-Nie możesz iść przodem.?
-Nie mogę, masz wyższą rangę niż ja, takie zasady..- ale jaką rangę.? nie mam pojęcia o co mu chodziło..co miałam zrobić, szłam. Po jakichś 2 minutach doszliśmy do ogromnego drzewa które, otaczało dookoła dużo ludzi, dziwnie ubranych tylko w spodenki z dziwnego materiału, chyba tego samego, który dał mi Jasper, przepasani byli sznurkiem i tyle żadnych butów..poczułam się dziwnie bo miałam na sobie grubą warstwę ciuchów.
-To tutaj.- powiedział po czym dał znak innym żeby powychodzili z zadrzew. -To jest Lucy Swell- wszyscy kłaniali mi się, i mówili, że miło im jest mnie powitać w Avalonie- Dobrze możecie otworzyć już bramę- niejaki Shar najlepszy przyjaciel Jaspera powiedział coś do kory drzewa i z jego środka wyłonił się łuk porośnięty pięknymi kwiatami, z którego wyszły się 2 osoby mężczyzna miał długi płaszcz, czarne włosy i był bardzo wyskoki, kobieta miała niebieską sukienkę, warkocz z brązowych włosów na których widoczne były blond pasemka.
-Witamy w Avalonie, Lucy- powiedziała do mnie kobieta, nagle zauważyłam, że wszyscy zgięli się w pół i nie patrzyli na nich- Jestem Monic, siostra Jamisona, czyli jak dla Ciebie Jaspera. Proszę chodź za mną i Davidem.
-Teraz powinnaś mi się ukłonić- zchyliłam tylko głowę- Rozumiem, że jesteś nowa powiedziałem to tylko po to żebyś wiedziała, że wróżką z wyższą rangą należy się kłaniać.
-David!- wydarła się na niego Monic- chodź Lucy- podała mi rękę, którą bez namysłu chwyciłam i poszłam za nią. Tam jest pięknie wszędzie mnóstwo kwiatów i kolorów. Monic zaprowadziła mnie do Akademii Avalońskiej, pokazał mi co i gdzie mówiła też o tym, że moi rodzice to na prawdę nie moi rodzice, wiedziałam o tym. Jak miałam około 7 lat tata wytłumaczył mi wszytko, że znalazł mnie pod drzwiami i postanowili mnie zabrać. Monic powiedziała mi też, że to oni mnie tam podrzucili, byłam w szoku jak ona to określiła byłam ich "łącznikiem" dzięki mnie mogli poznać kulturę ludzką nasz zwyczaje itd. Teraz jestem uprzywilejowaną Preparatorką, czyli inaczej wróżką jesienną, nazwa pochodzi z od tego, że przygotowywujemy różne mikstury i opiekujemy się roślinami. Rozmawiałyśmy długo, ona powiedziała mi hm.. myślę, że powiedziała mi tyle ile powinnam wiedzieć, przynajmniej jak na razie. Monic przy wyjściu z Akademii oddała mnie w ręce Davida. 
-I jak tam .? 
-Dobrze, chyba. Interesuje mnie jeszcze tylko jedno. Dlaczego mówicie tutaj do Jaspera, Jamison .?
-Jamison to jego prawdziwe imię, zmienił je na Jasper gdy zaczął chodzić do szkoły.
-A właściwie, to czemu zaczął.? Przecież chyba wróżki nie muszą się uczyć.
-Tak ale on podjął misję. Musi cię chronić, w sumie to była nudna praca, ale teraz gdy już kwitniesz trolle mogą zaatakować w każdej chwili. - nie chciałam wiedzieć, już nic więcej. Gdy przeszłam z powrotem i zniknęłam, a właściwie zniknęliśmy z oczu wartowników usiadłam na ziemi wskazałam Jasperowi miejsce obok mnie.
-Jesteś prawie tak jak mój anioł stróż czy coś w tym rodzaju.?
-No nawet lepiej niż anioł, wróżek stróż- uśmiechnęłam się.-Kiedyś się przyjaźniliśmy, całe dnie spędzaliśmy razem.
-Słucham .? - zapytałam z niedowierzaniem. 
-No tak, ty nic nie pamiętasz bo to było dawno i dużo razy po tym dostawałaś eliksir zapomnienia. Byłaś na prawdę urocza jako maluch, w sumie to dalej jesteś.- powiedział i objął mnie ramieniem, nie wiem czemu się nie wyrwałam, nawet oparłam głowę o jego ramię...


___________________________
No to by było na tyle . ; d  Naraziee. ;* 

poniedziałek, 18 lipca 2011

02.

Weszłam do domu, wzięłam prysznic. Nie mam pojęcia w co się ubrać.. w co myśmy się wpakowały.. w sumie Jasper nie jest taki zły, ale jakby się nad tym zastanowić nic o Nim nie wiemy, Ahhh dobra co będzie to będzie. Zjadłam obiad. Ubrałam się w to co znalazłam w szafie we włosy tylko wtarłam trochę pianki i już byłam gotowa, i właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek, zdziwiłam się bo Jasper miał  przyjechać dopiero za 20 minut.Otwarłam mu drzwi.
-Cześć.- powiedziałam
-Witaj piękna. Gotowa.?
-Tak.- wsiedliśmy do jego Mercedesa-Benza strasznie mnie śmieszą te drzwi .;) w ogóle nie rozmawialiśmy,zatrzymał się pod domem Sel równo o 17:30 była już gotowa,  miała na sobie to.. Zawsze miała takie świetne ciuchy, bo jej rodzice mieli kupę kasy, którą oczywiście przypisał jej sąd po ich śmierci.
-Siemaa.!- krzyknęła gdy weszła do auta.
-Cześć, nie podniecaj się tak, to tylko zakupy.- zgasił ją Jasper .
-Tak, ale to zakupy z moją najlepszą przyjaciółka i do tego mam 115 $- ja nie mogę i z czego ona się tak cieszy. I tak ma wszystko co trzeba.
-Dobra, jedź już.!- rozkazałam Jasperowi.
-Dobrze piękna.
-Nie mów tak do mnie.!
-Czemu nie.? mnie by się podobało jakby chłopak tak do mnie mówił- wtrąciła się Sel.
- Tak, tylko tak się składa, że mam chłopaka.;)
-Dobrze, już dobrze jedziemy.!- muszę przyznać, że Jasper to hm.. szaleniec.! No ale to nawet fajne, dogra , która mi zajmuje około 15 minut jemu zaledwie niecałe 8 minut.
-No to gdzie idziemy najpierw moje panie.?
-Do New Yorkera.!- wydarła się Sel, nie wiem co jej odbija zawsze jest taka cicha, a przy nim zachowuje się jak wariatka.
-Tak Sel do New Yorkera, ale się tak nie drzyj bardzo cię proszę.
-Dobra.- odpowiedziała mi z grymasem. Weszliśmy po schodach na 1 piętro, w NY było dużo ludzi, ale od razu zauważyłam cel mojej podróży, czarno-łososiowe jeansy wisiały wprost na przeciw mnie.
-Ja biorę te spodnie i tą bluzkę i idę do przebieralni- powiedziałam .
-To ja pójdę z Tobą będę pilnował, żeby nikt cię nie podglądał.- dodał z uśmiechem, zabrzmiało to troche dwu znacznie.
-Ahaa.. okee- odparłam totalnie zszokowana.Poszłam, a on  za mną. Chciałam mu powiedzieć, że ma zostać z Sel, ale jakoś nie mogłam... Weszłam do przebieralni, Jasper stanął przed jej drzwiami . Ściągnęłam bluzkę i ledwo powstrzymałam krzyk, na moich placach wyrosły skrzydła o co ty kurde chodzi. Zawróciło mi się w głowie. Jasper usłyszał jak upadam na podłogę, wszedł do przebieralni jakby to coś na moich plecach to nic.
- Czyli już wiesz, tak myślałem że to będzie dzisiaj w końcu jesteś wróżką jesienną, one zakwitają tylko jesienią.
-Że co proszę.?! Skąd ty o tym wiesz i  skąd wiesz że to coś to kwiat.?!- co się tutaj dzieje.? totalnie tego wszystkiego nie ogarniam.
-Dobrze, powiem ci wszystko co wiem, ale nie tu. Powiemy Sel, że się źle poczułaś i muszę cię odwieść oke.?
-Okee.
                                                                                    ***
- Od czego by tu zacząć więc jesteś wróżką jesienną, to co jest na twoich plecach to kwiat, nie jesteś człowiekiem, jesteś rośliną. Wykiełkowałaś się  w Avalonie, mieście wróżek, z resztą co ja ci to  będę wyjaśniał. Na jutro jesteśmy umówienie z Rickiem wróżką zimową on ci wszystko wyjaśni.- wytłumaczył mi Jasper w czasie powrotu do mojego domu, po odwiezieniu Sel.
-A co ja mam teraz do cholery zrobić z tym czymś .?!
-Nie denerwuj się tak piękna, ten kwiat jest cudowny. Jesteś sama w domu.?- zapytał z uśmiechem
- Tak rodzice wracają dopiero za 2 godziny.
-To dobrze pokażę ci co i jak.
- A skąd wiesz, że ja cię w ogóle wpuszczę.?
- Wiem.- dobra, to było jasne, pewnie że go wpuszczę bo w końcu jak na razie to jedyny człowiek, któey może mi coś powiedzieć o tym "kwiecie".
-Dobra, jak go mam ukryć do szkoły, panie 'wszystko wiem' .?
-Te.! tylko nie panie 'wszystko wiem'! Masz tym go obwiąż- powiedział i rzucił w moją stronę dziwny materiał- ale jak tylko będziesz mogła daj kwiatu pooddychać, w sumie to tyle nic trudnego.
-No to może dla Ciebie, ile razy już zakwiatłeś.?- Jasper wybuchnął śmiechem- no co.?!
-Zakwitanie to rola dziewczyn, my produkujemy tylko taki pył, ja jestem wróżką wiosenną, ale pył produkuje zawsze kiedy jest blisko mnie czyjś kwiat, o patrz- pokazał mi swoje ręce, które były całe pokryte złotym pyłkiem.- dobrze, to ja już pójdę- zaczął kierować się w stronę drzwi
-Zaczekaj!- krzyknęłam za nim- dziękuję.
-Nie ma za co piękna- powiedział, pocałował mnie w policzek i wyszedł.
___________________________________
No to by było na tyle, nn rozdział - wizyta w Avalonie . ; *